Gwint wewnętrzny czy zewnętrzny? A może jednak pin?
- Paula Peszka Paoli

- 10 lip
- 7 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 29 lip

Cała ta drama jest znacznie większa, niż siła dowodów, które ją podtrzymują i jeden z tych śliskich tematów, gdzie marketing mocno wyprzedził rzeczywistość.
W środowisku piercerskim funkcjonuje sporo uproszczeń, które potem latają po necie jak święte dogmaty. Niestety, ogromna część tego, co żyje w branży jako "fakt", w rzeczywistości jest ekspercką rekomendacją opartą na inżynierii i doświadczeniu, a nie mocnych dowodach klinicznych.
"Gwint zewnętrzny to diabeł wcielony i rozrywa kanał przekłucia"!
Doskonała część branży wręcz paranoicznie demonizuje gwint zewnętrzny. Dlaczego? Być może ma to związek z prehistorią, gdyż jakieś soczyste dwie dekady temu większość dostępnej cywilnie biżuterii do piercingu faktycznie była wykonana z kiepskiej stali, z ostrymi krawędziami gwintu i generalnie bez większego polotu, jeśli chodzi o detale. Podczas zakładania gwint rzeczywiście dosyć topornie przechodził przez kanał przekłucia i mógł zadziałać jak pilnik. Problemem nie był jednak sam gwint, a jakość jego wykonania.
Jak jest naprawdę?
Dobrze wykonany gwint zewnętrzny, z zaokrąglonym początkiem, wypolerowany i do tego jeszcze zakładany przez taper albo transfer pin, praktycznie NIE POWODUJE żadnych, zauważalnych czy nawet odczuwalnych uszkodzeń! Nieprawdą jest więc stwierdzenie, że stosowanie w swojej praktyce gwintów zewnętrzych to red flag, albowiem aktualnie NIE ISTNIEJĄ żadne badania naukowe, które mogłyby potwierdzić takie założenie. Tak samo, jak obecnie NIE ISTNIEJĄ badania, które wskazywałyby wyższość gwintu wewnętrznego nad zewnętrznym. N-I-E I-S-T-N-I-E-J-Ą.
GWINT WEWNĘTRZNY
To aktualnie złoty standard, jeżeli chodzi o branżę. Ale czy najlepszy? Ano właśnie. Przez kanał przechodzi gładki pręt, bez żadnych gwintów i rowkowań, gdyż to wszystko znajduje się niejako "w środku". To fakt. Ale nie oznacza to automatycznie wyższej jakości. Oczywiście, kupisz kolczyk z gwintem wewnętrznym, ale może być on fatalnie wykonany, źle spasowany z innymi elementami, z niskiej jakości tytanu i po słabej obróbce. I co wtedy? Tak więc, sam rodzaj gwintu niczego jeszcze nie definiuje - i tutaj znowu wracamy do technologii produkcji.
PIN / THREADLESS
Chyba najbardziej promowany system ostatnich lat. Promowany, bo sam się raczej kiepsko broni. Biżuteria threadless to taka, w której w ogóle nie stosuje się gwintów. Zamiast tego używa się metody na wcisk - wkłada się cieniutki drucik z kulką albo dekoracją w wolną przestrzeń pręta. Ale! No właśnie. Pin się zużywa. Szybko się zużywa. Każda manipulacja lekko go prostuje, zmniejsza napięcie, a po kilku wymianach trzyma się już dużo słabiej. O zgubienie nakładki w takim przypadku bardzo łatwo. A że potrafią być naprawdę drogie... strata boli dziesięć razy bardziej.
Ale może być jeszcze gorzej. Wszystkim zdarzają się infekcje i inne, srogie fakapy. W takim przypadku prawdziwą arcychirurgią jest próba wyciągnięcia pina bez szarpnięcia i powodowania większych uszkodzeń.
Generalnie threadless nie jest idealnie wystandaryzowany. Pin od jednej firmy może wejść za luźno, za ciężko albo w ogóle nie pasować do labretu innej marki. Ponadto... trwałość. Dobrze wykonany gwint zewnętrzny potrafi wytrzymać setki wkręceń i odkręceń. Wewnętrzny również. A cienki, delikatny drucik typu pin? No cóż.
Niewątpliwie jest to rozwiązanie wygodne dla Klient_, ale czy odpowiednie dla ich portfeli?
Strasznym fakapem i objawem skrajnej ignorancji jest więc ocenianie biżuterii wyłącznie po rodzaju gwintu. W codziennej praktyce znacznie większy wpływ na bezpieczeństwo i komfort mają: jakość materiału, precyzja obróbki, polerowanie powierzchni oraz tolerancje wykonania, niż sam fakt, że kolczyk ma gwint i jaki.
Wygląda więc na to, że w wyobraźni piercerów gwint to jakaś ostra, dysmorficzna śruba. A przecież nie każdy gwint wygląda tak samo! W naszej branży nie ma rozróżnienia na choćby ostry gwint CNC, zaokrąglony, polerowany, nie patrzy się na jego długość czy kąt najazdu. To wszystko jest wygodnie wrzucane do jednego wora.
A wiesz, jaka jest różnica między marketingowym sloganem, a oceną opartą na mechanice i jakości wykonania? Taka, że stwierdzenie "gwint zewnętrzny zawsze niszczy przekłucie" jest zbyt kategoryczne. Bardziej precyzyjne byłoby: źle wykonany gwint zewnętrzny może zwiększać ryzyko urazu podczas zakładania, natomiast wysokiej jakości biżuteria z gwintem zewnętrznym, odpowiednio używana, wcale nie musi powodować istotnych uszkodzeń kanału przekłucia.
O zachowaniu biżuterii podczas wymiany decyduje cały projekt końcówki - jej geometria, wykończenie powierzchni, tolerancje i technika wymiany, a nie wyłącznie rodzaj gwintu. Wiele zależy również od anatomii, wieku i umiejscowienia przekłucia czy modelu biżuterii. Nie ma badań pokazujących, że sam gwint zewnętrzny powoduje więcej powikłań.
A jak to jest w praktyce?
Dobrze wykonany gwint zewnętrzny ma stopniowo zwiększającą się średnicę, najpierw wchodzi cienki czubek, potem kolejne zwoje, dopiero na końcu pełna średnica pręta. To przypomina działanie krótkiego stożka rozszerzającego.
Natomiast biżuteria z gwintem wewnętrznym ma praktycznie płaskie zakończenie. Kanał od razu otrzymuje element o pełnej średnicy, czasem z dość ostrą krawędzią przejścia między końcówką a cylindrem. Jeżeli więc nie używasz transfer tapera, rzeczywiście może dojść do większego oporu przy przechodzeniu przez kanał.
Co na to biomechanika?
W tym przypadku mamy do czynienia z dwoma mechanicznymi rodzajami obciążenia: tarciem (gdy coś przesuwa się po tkance) i rozpychaniem (gdy średnica gwałtownie wzrasta). Gwint zewnętrzny może generować większe tarcie na rowkach, ale tępy cylinder może wymagać większej siły potrzebnej do rozszerzenia kanału. To są dwa różne mechanizmy i nie da się z góry przewidzieć, że jeden zawsze jest gorszy od drugiego.
Tarcie zwiększa uszkodzenie tkanek - i jest to fakt dosyć dobrze udokumentowany w dziedzinie biomechaniki. Im większa chropowatość, współczynnik tarcia i ostre krawędzie, tym więcej mikrouszkodzeń. Jest to zasada, która obowiązuje nie tylko w piercingu, ale także podczas każdej manipulacji tkankami miękkimi.
Geometria końcówki wpływa na siłę potrzebną do penetracji. To również jest udowodnione. Kształt końcówki zmienia rozkład naprężeń, siłę potrzebną do rozsunięcia tkanek czy sposób odkształcania materiału biologicznego. Stożkowe zakończenia wymagają innego rozkładu sił niż tępe cylindryczne.
Z punktu widzenia inżynierii mechanicznej istnieją także inne parametry, które należałoby uwzględnić w tej dyskusji, np.:
promień zaokrąglenia końcówki,
kąt najazdu,
siłę potrzebną do rozszerzenia kanału,
powierzchnię kontaktu podczas pierwszych milimetrów wprowadzania.
Czy rzeczywiście ten gwint ma aż TAKIE znaczenie?
Prawdopodobnie... nie aż takie, jak sugeruje branża.
Ile tego gwintu faktycznie dotyka tkanki? Weźmy klasyczny labret (flatback) o grubości 1.2 mm. Gwint ma zwykle ok. 2-3 mm długości, 3-5 zwojów, wysokość pojedynczego zwoju ok. 0.1 mm. To oznacza, że z tkanką kontaktuje się naprawdę niewielka powierzchnia. Jeżeli gwint jest dobrze wypolerowany - kontakt jest punktowy i trwa dosłownie ułamek sekundy podczas wymiany.
A teraz porównaj to z: przesunięciem całego pręta przez kanał, zdjęciem i założeniem kulki albo nakładki, manipulacją pęsetą, nożyczkami lub kleszczami i uciskiem przy chwytaniu biżuterii - to są właśnie kwestie, które często generują znacznie większe siły niż sam gwint.
Ponadto, zahaczamy tutaj o efekt skali. Kanał przekłucia ma ok. 1.2 mm średnicy. Tkanka jest natomiast elastyczna, uwodniona i zdolna do odkształceń. Różnica między gładkim cylindrem a dobrze wykonanym gwintem to często dziesiąte części milimetra. Czy to ma znaczenie? Tak. Czy ogromne? Tego właśnie nikt nie wykazał.
Co najbardziej uszkadza kanał?
Biorąc pod uwagę biomechanikę i praktykę kliniczną, gdyby można było uszeregować czynniki wg prawdopodobnego wpływu na tkankę, wyglądałoby to mniej więcej tak:
1) Wymiana w świeżym przekłuciu,
2) Szarpanie i wielokrotne próby trafienia w kanał,
3) Sucha tkanka bez odpowiedniego poślizgu,
4) Źle wypolerowana biżuteria,
5) Ostre krawędzie,
6) Nieprawidłowy rozmiar biżuterii,
7) Rodzaj gwintu.
Czy Klient_ to czuje?
Gdyby gwint zewnętrzny rzeczywiście rozrywał kanał w tak istotny sposób, spodziewać by się można np.: zwiększającego się bólu przy każdej wymianie, częstszych krwawień, większej liczby incydentów z ziarninowaniem i bliznowaceniem tkanek czy dłuższego gojenia. Jednocześnie badań na ten temat, uwaga, niespodzianka... nie ma.
W świetle tych informacji ciężko nie odnieść wrażenia, że branża mocno przeceniła znaczenie rodzaju gwintu. Fakt, jest to bardzo prosty do zakomunikowania parametr. Łatwiej powiedzieć "używamy gwintów wewnętrznych" niż "używamy biżuterii z odpowiednim stopem metalu, niską chropowatością powierzchni, precyzyjnymi tolerancjami, właściwą geometrią końcówki i dobieramy technikę wymiany do sytuacji".
To drugie jest znacznie bliższe temu, co rzeczywiście wpływa na przebieg gojenia, ale dużo trudniejsze do przekazania Klient_.
Dlaczego APP (Association of Professional Piercers) promuje gwint wewnętrzny?
To wynika głównie z założenia bezpieczeństwa dla całego rynku. Jeżeli już jakaś organizacja tworzy standardy dla tysięcy studiów i jeszcze większej ilości piercerów, musi uwzględnić w swoich rozważaniach także tę najtańszą i najgorszą jakościowo biżuterię. Historycznie to właśnie gwinty zewnętrzne były wykonane fatalnie, więc najbezpieczniej było przyjąć narrację: "unikajmy ich". To, oczywiście, była bardzo rozsądna rekomendacja populacyjna, ale nie oznacza automatycznie, że każdy gwint zewnętrzny jest gorszy od każdego wewnętrznego.
Nie istnieją obecnie żadne dowody kliniczne potwierdzające, że sam rodzaj gwintu (zewnętrzny, wewnętrzny lub threadless) wpływa na gojenie przekłucia. Dostępne rekomendacje opierają się głównie na zasadach biomechaniki, materiałoznawstwa i doświadczeniu ekspertów. Najprawdopodobniej większe znaczenie niż sam typ gwintu mają jakość wykonania biżuterii, wykończenie powierzchni, geometria końcówki oraz technika wymiany i umiejętności piercera/ki.
APP nie cytuje badań klinicznych, ponieważ ich zwyczajnie... nie ma. Są to amerykańskie standardy, jak najbardziej wartościowe i ważne, ale opracowywane przez ekspertów na podstawie doświadczeń i ogromnej wiedzy z przeróżnych dziedzin, ale wciąż nie badań naukowych. Oficjalna narracja brzmi: "external uszkadza kanał", ale brak w tej materii sensownych dowodów klinicznych, takich jak np. zdjęć histologicznych, mikroskopii, SEM, OCT czy badań. APP promuje więc schemat ideowy, ale nie naukowy.
Co ciekawe, praktycznie wszystkie artykuły potępiające gwint zewnętrzny powołują się... na siebie nawzajem albo na standardy APP/UKAPP, a nie badania kliniczne. To oczywiście nie oznacza, że są błędne, ale pokazuje, że poziom dowodów jest inny, niż mogłoby się wydawać. Mocne 90% tekstów i grafik krążących po internecie przedstawia jeden i ten sam schemat: gwint zewnętrzny masakruje tkankę, wewnętrzny jest super, a threadless jeszcze lepszy. I koniec.
Nikt już jednak nie pokazuje... w jaki sposób masakruje? Nigdzie nie ma modeli mechanicznych, przekrojów, analizy geometrii, porównania powierzchni kontaktu, rozkładu nacisku etc. Tylko jedno zdanie, powtarzane praktycznie słowo w słowo na kolejnych stronach: "Threads tear tissue".
Rynek profesjonalny przeszedł niemal w całości na gwinty wewnętrzne i threadless. Gdy najlepsi producenci obrali ten kierunek, standard jakości zaczął być utożsamiany z konkretnym rozwiązaniem konstrukcyjnym.
Warto więc umieć oddzielać to, co wiemy z badań, od tego, co wynika z konsensusu ekspertów. W przypadku gwintów ten konsensus istnieje, ale nie jest poparty mocnymi badaniami porównawczymi.
Masz inne zdanie?
Uważasz, że przeczytał_ś właśnie najbardziej odklejone Sci-Fi swojego życia? A może masz zupełnie inne doświadczenia? Myślisz, że trzeba coś tu dodać? Czegoś zabrakło, masz lepszy pomysł?
Pisz!
Uwielbiam konstruktywną dyskusję i Otwarte Umysły! Może wspólnie ogarniemy coś jeszcze lepszego?
Paula Peszka, Paoli
F- Skin 2.0 EduLITE Academy
kontakt: paula.lapeszka@gmail.com
Treść chroniona prawem autorskim.
Cytowanie z podaniem źródła mile widziane.
gwint wewnętrzny | gwint zewnętrzny | gwint wewnętrzny czy zewnętrzny | biżuteria do piercingu | kolczyki tytanowe | ASTM-F136 | biżuteria implant grade | wymiana kolczyka | bezpieczeństwo piercingu | biżuteria premium | threadless | push pin | internal thread | external thread | rodzaje gwintów piercing
Huang G., Mechanobiology in wound healing, 2022
Rosińczuk J. et al., Mechanoregulation of Wound Healing and Skin Homeostasis, 2016
Kimura S., Mechanical and Immunological Regulation in Wound Healing and Skin Reconstruction, 2021
I-Chen Harn H. et al., The tension biology of wound healing, 2019
Anderson J. et al., Foreign body reaction to biomaterials, 2008
Trindade R. et al., Foreign Body Reaction to Biomaterials: On Mechanisms for Buildup and Breakdown of Osseointegration, 2016
Noskovicova N. et al., Implant Fibrosis and the Underappreciated Role of Myofibroblasts in the Foreign Body Reaction, 2021
Brunski J. B., Biomechanical factors affecting the bone-dental implant interface, 1992
Paluch E. K. et al., Mechanotransduction: use the force(s), 2015
Humphrey J. D., Stress, Strain, and Mechanotransduction in Cells, 2001
Wang J. H-C. et al., An introductory review of cell mechanobiology, 2006
Liu Z. et al., Mechanomedicine, 2026
Guilak F. et al., Biomechanics and mechanobiology in functional tissue engineering, 2014
Athanasiou K. A., Harnessing biomechanics to develop cartilage regeneration strategies, 2015
Butler D. L. et al., Functional tussue engineering: the role of biomechanics, 2000





Komentarze